Mam wrażenie, że przez lata projektowanie kampusów akademickich – ale też biur czy wielu innych przestrzeni – sprowadzało się głównie do jednego pytania: jak zmieścić więcej funkcji, ludzi i technologii. Tymczasem dziś coraz wyraźniej widzimy, że sama efektywność już nie wystarcza.

Studenci są przebodźcowani, pracownicy są zmęczeni, wszyscy jesteśmy permanentnie „online”. I właśnie dlatego tak bardzo zainteresował mnie nowy budynek Contemplative Commons na Uniwersytecie Virginia.

To nie jest kolejny spektakularny obiekt, który ma dobrze wyglądać na wizualizacjach. To architektura, która została zaprojektowana wokół bardzo prostego, ale dziś niezwykle ważnego pytania:

Jak przestrzeń może pomagać człowiekowi odzyskać spokój i koncentrację?

Projekt pracowni Aidlin Darling Design jest świetnym przykładem tego, że neuroarchitektura i biophilic design przestają być ciekawostką dla wąskiego grona architektów. Coraz częściej stają się po prostu odpowiedzialnym sposobem myślenia o projektowaniu.

Z parkingu w przestrzeń regeneracji

Bardzo symboliczne jest już samo miejsce, w którym powstał ten budynek.

Kiedyś był tam parking i boisko do koszykówki. Dziś jest przestrzeń otwarta na wodę, drzewa, światło i spotkania ludzi. Lubię takie historie, bo pokazują, jak bardzo zmienia się nasze myślenie o mieście i architekturze.

Najciekawsze jest jednak to, że niemal każde ważniejsze wnętrze otwiera się tam na naturę – na staw, zieleń, niebo. I nie, to nie jest tylko kwestia estetyki. W neuroarchitekturze coraz lepiej rozumiemy, że kontakt z naturą realnie wpływa na nasz układ nerwowy:

  • obniża poziom stresu,
  • poprawia koncentrację,
  • pomaga się regenerować.

Brzmi trochę jak banał? Być może. Ale czasem właśnie o tych najbardziej podstawowych potrzebach człowieka architektura zapominała przez ostatnie dekady.

Człowiek chce czuć się bezpiecznie. Nawet podświadomie

Architekci projektu użyli bardzo ciekawego określenia: „psychological security”.

Budynek został zaprojektowany w układzie litery U — daje poczucie schronienia, ale jednocześnie pozostawia otwarcie na krajobraz. To jedna z moich ulubionych zasad biophilic design: prospect and refuge.

Czyli mówiąc bardziej po ludzku: lubimy miejsca, w których czujemy się bezpiecznie, ale jednocześnie mamy kontakt z otoczeniem.

Trochę jak ulubiony stolik w kawiarni pod ścianą, ale z widokiem na całe wnętrze. Niby drobiazg, a dokładnie tak działa ludzki mózg. I właśnie dlatego dobra architektura to coś znacznie więcej niż forma czy elewacja. Ona wpływa na nasze emocje, poziom napięcia, zdolność koncentracji. Czasem bardzo subtelnie. Ale skutecznie.

Kampus przyszłości będzie bardziej ludzki

Bardzo podoba mi się również to, że w Contemplative Commons odchodzi się od sztywnego modelu sal wykładowych.

Pojawiły się elastyczne przestrzenie, które można szybko zmieniać – z miejsca do nauki w przestrzeń warsztatową, spotkaniową czy nawet do medytacji.

To pokazuje coś ważnego: przestrzeń nie powinna być już tylko „opakowaniem” dla funkcji. Powinna wspierać różne stany człowieka: skupienie, współpracę, wyciszenie, kreatywność. Mam poczucie, że właśnie w tę stronę będzie rozwijała się architektura edukacyjna, biurowa i fit-outowa w najbliższych latach.

Biophilic design to nie kilka roślin w lobby

Czasem spotykam się jeszcze z myśleniem, że biophilic design to po prostu więcej zieleni we wnętrzu. Kilka donic, zielona ściana i temat załatwiony.

A przecież chodzi o coś dużo głębszego.

W projekcie UVA świetnie widać, że biofilia zaczyna się od:

  • światła dziennego,
  • proporcji,
  • materiałów,
  • akustyki,
  • kontaktu z naturą,
  • możliwości wyciszenia,
  • relacji między ludźmi i przestrzenią.

To projektowanie zgodne z ludzką biologią, a nie dekorowanie naturą.

I właśnie to będzie jeden z najważniejszych kierunków rozwoju współczesnej architektury.

Może właśnie tego dziś najbardziej potrzebujemy

Uniwersytet Virginia traktuje Contemplative Commons jako przełomowy projekt. I szczerze mówiąc rozumiem dlaczego. Bo być może architektura przyszłości nie będzie już definiowana wyłącznie przez technologię, wysokość budynków czy spektakularne formy.

Być może najważniejsze stanie się coś dużo prostszego: czy człowiek w danej przestrzeni potrafi się wyciszyć, skoncentrować i po prostu dobrze czuć. A to wcale nie jest małe zadanie dla architektury.

Żródło / fot. https://metropolismag.com/projects/contemplative-commons-a-campus-building-that-asks-students-to-slow-down/

 

Udostępnij:

Smart City to miasto
szczęśliwych ludzi.

Dariusz Stasik

Obserwuj na Instagramie