Nasza planeta ma ok. 4,5 miliarda lat, ale dopiero od 200 000 lat pojawił się na niej homo sapiens, co stanowi zaledwie 0,004% w historii Ziemi. W ciągu ostatniego stulecia doszło do wzrostu gospodarczego i skoku cywilizacyjno – technologicznego, przy jednoczesnej utracie kontroli nad konsekwencjami dla naszej planety. Populacja zwiększyła się ponad pięciokrotnie – z 1,4 do 7,5 miliarda ludzi. W takim tempie, za 100 lat może być nas prawie 40 miliardów.

 

Czy zastanawialiście się kiedyś, co nas czeka w kolejnych latach?

Może swoimi działaniami spowodujemy, że będzie to ostatni etap dziejów w historii tej planety? Musimy wziąć na siebie odpowiedzialność za to, co zrobiliśmy. Tym bardziej, że raczej nie planujemy spowolnienia wzrostu gospodarczego, zmniejszenia populacji, czy ograniczenia eksploatacji naturalnych zasobów naszej planety. Czy ktoś wie, co to jest antracyt?

Jeżeli nie, to nic dziwnego, ponieważ już go prawie nie ma na świecie. Był to najlepszej jakości i kaloryczności węgiel wydobywany na Śląsku. Wydobywany tanio, bo tuż pod powierzchnią ziemi. Dzisiaj pokłady znajdują się na głębokości jednego kilometra i eksploatacja kiepskiej jakości węgla, ciężkim sprzętem, kosztuje fortunę. To dlatego tyle dopłacamy do kopalń, bo takie wydobycie jest po prostu nierentowne. Polska energetyka kupuje węgiel z Rosji, Czech i Ukrainy, a także z USA, Kolumbii czy nawet Australii. Nie dość, że jest tańszy, to jeszcze lepszy gatunkowo, często z niższym VAT-em (np. z Rosji), a rządy tych krajów dopłacają do jego drogiego transportu. Jeżeli wzrost gospodarczy będzie następował w takim tempie to za chwilę zabraknie nie tylko węgla, ale kolejnych bogactw naturalnych tej planety, jak: wody, drewna, gazu, ropy naftowej czy rud żelaza. Albo ich wydobycie będzie już nieopłacalne.

 

„Rewolucja Energetyczna? Ale po co?” – Marcin Popkiewicz

Jak pisze w swojej książce Marcin Popkiewicz, wraz ze wzrostem gospodarczym rośnie zużycie wszystkiego, co jest niezbędne do zwiększenia produkcji i poziomu życiowego. Nie da się tego zatrzymać, jeśli chcemy się dalej rozwijać, a przecież chcemy. W konsekwencji nie tylko naturalne bogactwa tej planety są zagrożone, ale także rośnie emisja CO2, co powoduje efekt cieplarniany, a ilość produkowanych odpadów jest wręcz niewiarygodna. W związku z tym jedyną możliwością ratunku naszej planety jest pilne przejście, przynajmniej w obszarze energetyki, na źródła odnawialne.

W Polsce dyskusja na temat zamknięcia kopalń to jak zamach stanu, atak na nasze narodowe złoto i najważniejszy motor napędzający polską gospodarkę.

A tak naprawdę powód leży gdzie indziej, pomijając względy polityczne i wyborcze.

Niestety, nie ma możliwości przebranżowienia górników i przystosowania do nowych zawodów. I to nie z uwagi na to, że Unia Europejska nie daje pieniędzy na szkolenia zawodowe, albo że górnicy to ludzie mało inteligentni. Problem w tym, że inwestorzy, którzy szykują na Śląsku prawdziwy boom inwestycyjny w postaci nowych zakładów produkcyjnych, które mogłyby dać nową pracę wszystkim górnikom i ich rodzinom łącznie, są jedynie w stanie zapłacić nieco ponad rynkową stawkę za nowego pracownika, czyli jakieś 2,5-3 tys. złotych netto na miesiąc. Na co górnicy, zarabiający 3 razy tyle, pękają ze śmiechu, a o 13-stkach, 14-tkach i innych przywilejach już nie wspominając. Szykuje się wprawdzie w Polsce nowa ustawa energetyczna, która może zacząć urealniać stawki energii OZE do poziomu atrakcyjnego dla inwestujących w energie odnawialne.

źródło: zdjęcie wydawnicze

Na razie największa polska firma wiatrowa ogłosiła bankructwo i jedynym optymistycznym akcentem tej historii jest fakt, że podobno za grosze kupił ją.. Sebastian Kulczyk, co świadczyłoby o tym, że takiej klasy  inwestor wie, co robi. Zresztą jest to już tradycją rodzinny Kulczyków, mającej szósty zmysł do biznesu, wyprzedzając swoimi działaniami nowe ustawy i przepisy. Oznacza to, że albo są lepiej od nas poinformowani, albo po prostu Pan Sebastian przeczytał książkę “Rewolucja energetyczna. Ale po co?” i podobnie jak ja stwierdził, że to musi w końcu wybuchnąć i warto w to zainwestować.

Książka jest dla każdego, komu nie jest obojętna przyszłość jego dzieci, a o wnukach już nie wspomnę. Po przeczytaniu tej lektury, aż się chce zrobić coś nie tylko ze swoimi dotychczasowymi, mało ekologicznymi zachowaniami biznesowymi i prywatnymi. Albo rzucić wszystko i przystąpić do jakieś armii, która uratuje świat.

Panie Marcinie, kiedy startuje nabór? Ja jestem gotów i idę za Panem…

Udostępnij:

Smart City to miasto
szczęśliwych ludzi.

Dariusz Stasik

Obserwuj na Instagramie